Wściekły na nowy dzień, że się zaczął. W blasku nieblasku, wstającego słońca, podąża tam gdzie powinien podążać. Patrzy, gdzie patrzeć wypada, a jak nie wypada, to też spogląda. Krnąbrnie, z ciekawością, czasem z tęsknotą, a częściej z uwielbieniem. Tępo wpatruje się w cel. Taki już wcześniej ustalony, jego i nie jego, ale przed nim stający. 

Cel, to dla niego atrakcyjna figura. Łechtająca jego sprawczość, dająca się zdobyć, mogąca też czasami powalić. Godna uwagi i mogąca uwieść. Jak postać w której można się przejrzeć, spocone czoło w niej dostrzec, zakochać się …  i co z tego, że najczęściej bez wzajemności. Ona wciąż woła, krzyczy i nęci pobudzając jego sprawczość. Nie zapomina o nim. Są sobie wierni.

Sprawczość to dla niego istnienie i podmiot życia. Daje prawo do bycia tam i potem, grzebiąc jego tu i teraz.  Spokojnie może wtedy patrzeć w dal. Teraźniejszość nie boli wtedy aż tak.

Siostra agresja towarzyszy mu często. Mile widziana, ale tylko w dobrym towarzystwie. Bowiem jest też przez wielu niechciana. Pryszczata, brzydka, jakaś toporna, jakby kwadratowa, odpychająca, budząca u innych obawę, i wtedy jest balastem. Dlatego nie zabiera jej ze sobą wszędzie, a naprawdę trudno ją porzucić. Przywiązała się do niego, a on do niej. Ale prawdę mówiąc też jej nie lubi. Bo co ma z nią robić?

Przydaje mu się czasami do rywalizacji. Jego cel jest niestety też celem innych. Siostra agresja mu wtedy pomaga, aby w tłumie móc zawalczyć o to co przed nim postawiono.  Tworzą wtedy zgraną parę. On robi, ona go wspiera, a kibicem jest jego najlepszym…

Dzięki temu widzą go inni, a lubi, aby na niego patrzono. Jeśli nawet nie chwalono, to przynajmniej liczono się z jego zdaniem. Dlatego wytrwale wykuwa swój obraz przeglądając się w oczach innych. Wciąż mu jednak to dzieło nie wychodzi, jest jakieś niedoskonałe, czegoś mu brakuje, a czegoś innego ma za dużo. Poniszczone ciągłymi poprawkami. Takie zmęczone jak on, kiedy wieczorem po całym dniu swoje ciało kładzie, tęskno myśląc o sobie jak o chłopczyku małym. Ale ten czas już minął, to już za nim….

Adam Tworuszka