Wzorzec męskości – fenomen ten spędza ostatnio sporą cześć mojego czasu. Po dłuższym czasie przemyśleń dochodzę do wniosku, że nie ma jednej odpowiedzi, a raczej coraz więcej zmiennych pojawia się na horyzoncie, zgodnie z powiedzeniem im dalej w las tym więcej drzew…

Można powiedzieć, że wzorzec taki jest bardzo płynny, plastyczny i wielowymiarowy. Inne wzorce panowały za czasów pierwotnych ludów, inne w średniowieczu, inne w obecnych czasach, inne w tym samym czasie, ale innym miejscu (np. rożne kraje). Wzorce te były, są i będą wypadkową wielu elementów zmiennych w czasie:

  • kulturowych,
  • religijnych,
  • historycznych
  • rodzinnych,
  • społecznych,
  • wpływu mediów, koncernów itp.
  • możliwości finansowych jednostki, społeczności, itd.

A żeby nie było za łatwo dochodzą jeszcze własne predyspozycje i własne doświadczenia (po części wypływających z ww.).

W zasadzie można powiedzieć, że nasze naznaczenie pewnym wzorcem odbywa się zanim pojawimy się na tym świecie. Rodzice znają zwykle płeć dziecka, wybierają imię, zaczynają snuć marzenia, fantazje, oczekiwania. Cześć tych oczekiwań powiązanych jest z historyczno-społecznym dziedzictwem kulturowym (w pewnym sensie nieświadomym). Dziecko jeszcze nie jest przysłowiowo na „ziemi” a już staje się pewnym „konstruktem”, na który nakładane są określone cechy. Dziecko jeszcze jest w okresie płodowym i już jest w roli, wzorcu, zdeterminowane przez jego płeć.

Naturalnym instynktem dziecka (chłopca) jest, aby być jak jego ojciec. Sprawa się komplikuje, kiedy tego ojca nie ma lub ten który jest – jest nieobecny lub przekraczający. Postawa ojca i matki (lub też opiekunów) – jest jednym z najważniejszych elementów m.in. budowania wzorca męskości. Natura dała wielka moc rodzicom/opiekunom nad ich dzieckiem.  To w relacji z rodzicami dziecko uczy się jak budować wieź (nawet zanim jeszcze się urodzi), a po urodzeniu rozwija się, poprzez model, który prezentuje rodzina poprzez np. wartości, przekonania, zdarzenia w rodzinie a nawet tajemnice.  Jeśli mówimy o wzorcach, to jakość relacji pomiędzy dzieckiem a rodzicami jest istotna i nieoceniona.

Dziecko, ze swej natury przyjmie takie wzorce jakimi jest karmione. Niektóre mogą być konstruktywne, niektóre destruktywne, które mogą przejawiać się różnymi dyskomfortami i problemami natury psychicznej, egzystencjalnej, rozwojowej.

Ponadto warto pamiętać, że dziecko (zgodnie z teorią Junga) rozwija u siebie część męską i kobiecą jednocześnie (niezależnie od płci dziecka) i to również nie jest bez znaczenia. Jeśli myślę o wzorcach męskości to ojciec jest pierwowzorem. To on jest tym pierwszym i jedynym w swoim rodzaju. Jeśli nie ma go wystarczająco w dzieciństwie, dorastaniu dziecka, nie uczestniczy aktywnie w jego życiu – to pojawia się pytanie: jaki jest ten model, od którego dziecko może zaczerpnąć: męskiej energii, sposobów działania, rozumienia? W dorosłości mogą pojawić się dylematy –  jakim jestem mężczyzną, czy tak robią mężczyźni, co to znaczy, czy tak można, czy to wypada, czy mogę być słaby i bezradny, czy mogę i jak sięgać po wsparcie?

W zamierzchłych czasach, młodzi chłopcy przechodzili pod opiekę mężczyzn (i nawet nie ojca) – ale innych mężczyzn z danej społeczności, którzy przekazywali wartości, wiedzę i doświadczenie, które było zdeterminowane rolą – a dziś? Mężczyźni często dużo pracują, mało jest ich w domu, a jeśli są już w domu to zwykle zmęczeni, wyczerpani, raczej z niewielką energią jeszcze do udzielania się w wychowywania dziecka. Część mężczyzn, która wychowywała się bez „wystarczająco dobrego” wzorca męskiego, pod pozorem zmęczenia bądź innych obowiązków unika kontaktu z dziećmi, rodziną, gdyż nie czuje w sobie takiej potrzeby i nie wie jak to zrobić. Może się bać bliskości, która wydawać się może słabością i czymś nieprzewidywalnym ze względu na brak takiego doświadczenia w sobie.  Nie jest to zarzut, ale niech to będzie jakimś przyczynkiem do zastanowienia się jak to jest u mnie?

Są też dziadkowie – jeśli są ciepli i dostępni dla wnuków to wspaniale, jeśli nie … znów jest to ze stratą dla wnuka, chłopca. Muszę tu wspomnieć, że dziadek nie zapełni całkowicie luki i dobrze jeżeli znajdują się w jego otoczeniu inni wspierający mężczyźni.

Chłopcy i młodzi mężczyźni, którzy są pozbawieni dobrych wzorców, mogą na późniejszym etapie rozwoju popadać łatwo w różne towarzystwa, środowiska, które daje im uznanie, akceptację, rodzaj ciepła i zrozumienia, którego być może wcześniej nie otrzymali. Ale, te środowiska jednocześnie mogą też w bardzo łatwy sposób wpływać na młodego człowieka, niekoniecznie z korzyścią dla niego samego.

Cześć dzisiejszych mężczyzn nie wie kim do końca jest, wiele nosi maskę – maskę macho, twardziela, zwycięzcy, uwodziciela i wiele innych – a tak naprawdę w głębi duszy mogą się czaić rany i lęki (nieświadome) z dzieciństwa, które nie pozwalają im osiągnąć pełnię męskości. Dostęp do przymrożonego serca może być utrudniony. Sama myśl od odmrażaniu i grzebaniu w przeszłości może wywoływać różnie negatywne uczucia i fantazje.

Przekonania też są ważne – wciąż można usłyszeć na ulicy, że chłopcy nie płaczą. A ja powiem tak – chłopcy i mężczyźni płaczcie, nie zatrzymujcie uczuć, niech płyną. My faceci też mamy prawo do uczuć (różnych), ich świadomego przeżywania. Przeżywania świadomego np. lęku – nie wstydźmy się – każdy może się bać. A ojcom proponuje zaciekawiać się i rozmawiać z dzieckiem o tym czego doświadcza, jakich uczuć, emocji.  Uczucia są nieodłącznym elementem naszego życia i które to mają znaczący wpływ na jego jakość i powiedziałbym nawet zdrowia.

Patrząc na dzisiejsze czasy świadomość większego znaczenia mężczyzny w rodzinie i społeczeństwie wzrasta, ale nadal jest Panowie dużo do zrobienia. A najlepiej zmiany zacząć od siebie.

Sam jestem ojcem 8 letniego syna i widzę jak ważna jest moja obecność w jego życiu. Serce mi się raduje, kiedy spędzamy razem czas i mamy wspólne zainteresowania. Wspólnie spędzany czas buduje jego poczucie wartości i daje mu wsparcie w momentach, kiedy nie ma mnie w pobliżu.

I żeby nie było – nie jest to łatwe zadanie, które w sposób niezmienny wystawia mnie na różne próby np. cierpliwości, miłości, zrozumienia, postawienia granicy.

Na koniec myślę (choć temat nie jest wyczerpany), że warto czasem spojrzeć w lutro i zadać sobie pytanie, jakim mężczyzną jestem? Co mnie zbudowało? Co mnie blokuje? Czy chce coś zmienić? Jakie miałem wzorce, a jakim wzorcem jestem ja?

Zapraszam do dyskusji.

Lechosław Nowak

2 Responses
  1. Im dalej w las tym więcej nie tylko drzew ale i gałęzi, chrustu, grząskiego runa i zdradnego mchu. Masz rację pisząc o wzorcach nabytych i nabywanych. Masz rację co do płaczu. Tylko czy mężczyźni mają na tyle odwagi by zmierzyć się sami ze sobą? Z własnym ja, z lustrem za pan brat? Mam wrażenie, że świat zaczęły dominować armie Johnego Brawo…:)

    1. Leszek

      Podoba mi się to porównanie, już nie tylko do samego lasu ale do wszelkich jego składowych. Czy mężczyźni mają odwagę aby zmierzyć się z własnym ja? Myślę, że jest ich mniejszość. Muszę tu podkreślić, że jest to również trud na który nie każdy jest gotowy. A trud popłaca, co mogę powiedzieć z własnego doświadczenia.

Leave a Reply